wtorek, 26 stycznia 2021

Wspomnienia (spowiedź)

Znalazłam dziś stare zdjęcie...
Właściwie to 2 zdjęcia...
Oba są z czasów gimnazjum...
Jedno jest klasowe, a na drugim jesteśmy my i nasza koleżanka z klasy...
Właśnie to drugie zdjęcie sprawiło, że zaczęłam wspominać...
Pamiętasz to jeszcze?
Druga klasa. Zmiana miejsc, pierwsze, poważne rozmowy, pierwsze...
Właściwie to pierwsze wszystko...
Nawet te głupie lekcje rysunku, których udzielałaś mi ukradkiem na lekcjach, gdy nauczycielka nie patrzyła...
Pamiętam jak się cieszyłam za każdym razem, gdy mi wychodziło i jak cierpliwie mi tłumaczyłaś jak powinno być poprawnie, gdy nie wychodziło...
Dziś nadal rysuję krzywo, ale chyba po prostu taki mam styl i tego nie zmienię choć próbowałam...
Pamiętam jak zapraszałaś mnie do siebie i jakie byłyśmy obie zawiedzione, gdy moja mama się nie zgadzała...
Pamiętam nawet pierwszą mangę, którą mi pożyczyłaś... "Kuroshitsuji"... Od tego tytułu zaczęło się moje zamiłowanie do mang i anime... Miałaś tylko 4 pierwsze tomy, więc ja kupowałam kolejne od piątego wzwyż i ci pożyczałam, pamiętasz?
Pamiętam też trzecią klasę...
Pamiętam kółko plastyczne, na którym tak naprawdę nauczycielka plastyki się nami wysługiwała, gdy trzeba było wywieszać na korytarzach prace plastyczne lub wybierać odpowiednie kartki świąteczne i przyklejać życzenia, żeby mogły zostać wysłane do różnych instytucji...
Pamiętam, że na w-fie tańczyłyśmy zumbę, a ja wolałam w tym czasie pójść na siłownię, bo nie umiem tańczyć...
Pewnego dnia zagroziłaś, że jak nie spróbuję to nie pożyczysz mi SAO, pamiętasz?
Potem tańczyłam choć mi nie wychodziło, ale tobie fakt, że próbuję sprawiał radość, a ja lubiłam patrzeć na twój uśmiech.
Pamiętam nasze "plany na przyszłość". Obie wybierałyśmy się do technikum. Ty chciałaś na architekturę krajobrazu, a ja od początku obstawiałam gastronomię.
Śmiałyśmy się, że ja otworzę restaurację, a ty zaprojektujesz mi teren wokół lokalu, pamiętasz?
Trochę się bałam, że nasza przyjaźń się przez to rozleci, ale chciałam, żebyś spełniała marzenia.
Potem się okazało, że twojego kierunku nie otworzyli i obie wylądowałyśmy na gastronomie.
Pamiętasz Domcię? Podeszła do nas (a właściwie do mnie) przed rozpoczęciem roku. Chciała się przywitać, bo wyczaiła mnie na fejsie, a ty zaczęłaś zachwycać się jej niskim wzrostem.
A Marysię? Była z Ukrainy przez co trzymała się z boku, ale zaproponowałam jej miejsce obok siebie w klasie, bo ty usiadłaś z Domcią.
I tak zyskałyśmy dwie, nowe przyjaciółki...
Mimo, że ty bardziej dogadywałaś się z Domcią to i tak nasza czwórka tworzyła zgraną paczkę.
A Kacper? Na wigilii klasowej okazało się, że jest moim kuzynem i tak dołączył do naszej grupki...
Cztery dziewczyny i chłopak...
Z perspektywy osób trzecich musiało to wyglądać dziwnie i co najmniej śmiesznie, ale nie przejmowaliśmy się tym. Dobrze się ze sobą czuliśmy i tylko to się liczyło...
Wydawało się, że nic nie zaszkodzi naszej przyjaźni... Nawet ta głupia kłótnia o plan lekcji, przez który przestałaś się do mnie i Domci odzywać, ale szybko sobie wszystko wyjaśniłyśmy...
A potem przyszedł czerwiec...
Przyszedł czerwiec, a wraz z nim koniec roku szkolnego...
To właśnie w czerwcu Domcia i Kacper powiedzieli, że przenoszą się do innych szkół...
To był dla naszej trójki cios. Bez tej dwójki nasza grupka przestała być kompletna...
Wiesz... Tak sobie myślę, że tamten czerwcowy dzień był tym przełomowym, który zaważył na dalszych losach naszej przyjaźni.
Minęły wakacje i nastał wrzesień. Druga klasa...
Na początku było jeszcze ok. Często wspominałyśmy Kacpra i Domcię. Tęskniłyśmy, ale to normalne... W końcu się przyjaźniliśmy.
Nasza klasa zaczęła sobie olewać szkołę, przez co groziło nam rozwiązanie klasy lub dołączenie do innej grupy o małej liczebności.
Już w połowie semestru stało się jasne, że dołączą nas do klasy informatycznej.
Wtedy zaczęło się już trochę psuć...
Spędzałaś coraz więcej czasu z Andzią z informatyka, ale ja i Marysia machałyśmy na to ręką. Nie mogłyśmy cię zmusić, żebyś spędzała z nami cały swój czas, prawda? Nie chciałyśmy być zaborcze. W końcu to twoje życie i twoje wybory...
Chociaż byłyśmy tobą zawiedzione, gdy Domcia zaprosiła naszą trójkę do kina, a ty się wymigałaś budową domu. Potem wyszło, że tak naprawdę mogłaś jechać tylko ci się nie chciało.
W międzyczasie był klub. Najpierw mangowy potem filmowy... Poznałaś tam Darię i jeszcze bardziej odsunęłaś mnie i Agatę, z którą również obie się przyjaźniłyśmy.
Maj i miesięczne praktyki, które obie odrabiałyśmy w Kruku. Pamiętasz jak obie się śmiałyśmy, że w czerwcu będą dzwonić do naszej szkoły, żeby przysłali nas dwie na zmywak i obierak?
Podczas tych praktyk powiedziałaś, że nie umiesz utrzymywać przy sobie przyjaciół. Tak, to prawda... Wiesz dlaczego? Bo nie potrafisz o tę przyjaźń walczyć, ale to nic złego... Ja chyba też nie potrafię...
Trzecia klasa technikum...
Dołączono nas do klasy informatycznej. Zaczęłaś bardziej trzymać się z Andzią, a ja z Marysią.
Miałyśmy ze sobą coraz mniej wspólnego. Starałyśmy się, bo nie mogę powiedzieć, że nie. Obie starałyśmy się ze wszystkich swoich sił, ale im bardziej się starałyśmy tym bardziej nam nie wychodziło, aż w końcu zaczęłaś odpuszczać.
Pamiętasz chorobę Agaty? Miała nowotwór. Tak naprawdę tylko ja ją w tamtym czasie odwiedzałam. Ty nie, bo "najpierw byłaś chora, a później nie było okazji".
Jasne... Dla chcącego nic trudnego...
W tamtym czasie zaczęłam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nasza relacja nie ma sensu. Zwłaszcza po twoich urodzinach... Obie mamy urodziny w kwietniu. Dzieli nas tylko 13 dni.
W tamtym czasie na praktykach każdy miał zrobić wiosenne ciasto. Agata dochodziła wtedy do siebie po chemioterapii. Wygrała walkę o życie za co do dziś jestem wdzięczna niebiosom. Można było ją odwiedzić, pod warunkiem, że było się absolutnie zdrowym, bo nie miała jeszcze odporności i zwykły kaszel mógł być dla niej zabójczy. Pamiętasz? To ty zaproponowałaś, żebyśmy poszły do niej ze swoimi ciastami w ramach naszych urodzin. Nawet sama ją o tym poinformowałaś, co bardzo ją ucieszyło. Ale gdy przyszło co do czego, to poszłam do Agaty sama, bo ty dzień wcześniej umówiłaś się z Darią... Było mi za ciebie głupio. Zwłaszcza, gdy widziałam smutek w oczach Agaty. Ona naprawdę cieszyła się na myśl, że ją odwiedzisz...
Ale tak naprawdę, tym co przesądziło o tym, że odpuściłam to przyjęcie z okazji twoich urodzin. Skłamałaś, że twoja mama nie może po nikogo przyjechać, a potem się okazało, że Darię i Gabrysię jednak zabrała... To zabolało, wiesz? Pamiętam, że gdy Gabrysia mi o tym powiedziała to miałam ochotę się rozryczeć.
Potem zapytałam cię o to ile znaczy dla ciebie nasza przyjaźń. Do dziś mi nie odpowiedziałaś...
Ale po co ci byłam potrzebna, skoro dostałaś ode mnie prezent, prawda?
Kupiłam ci płytę zespołu BTS. "Love Yourself Tear" wersja Y, bo o to właśnie prosiłaś... Potem powiedziałaś, że na moje urodziny kupisz mi "Love Yourself Her" wersja S...
Na obietnicach się skończyło... Zaczęłaś mnie zwodzić i to przez telefon, bo nie było cię w szkole w dniach, kiedy ja w niej byłam... Miałam wrażenie, że mnie unikasz, ale zaprzeczałaś temu. Nawet w dniu moich urodzin nie było cię w szkole, a obiecałaś, że będziesz. Mówiłaś, że muszę być, bo nauczyłaś się śpiewać "100 lat" po koreańsku i chciałaś mi zaśpiewać, a sama nie przyszłaś. Gdybym nie napisała z zapytaniem, czemu cię nie ma to nawet życzeń byś mi nie złożyła.
I tak z każdym dniem, tygodniem i miesiącem między nami tworzyła się coraz większa przepaść... Tobie jednak ona nie przeszkadzała, a ja miałam szczerze dość jednostronnych starań...
W czwartej klasie załapałyśmy się na praktyki do Grecji. Pedagog chciała dać mnie do jednego pokoju z tobą i Andzią, ale ona zaraz zaciągnęła cię, żeby to zmienić. Było mi przykro, że nawet się jej nie sprzeciwiłaś, ale przełknęłam tę gorzką pigułkę rozczarowania.
Już wtedy byłam w jakimś stopniu obojętna na twoją osobę. Dziewczyny z gastronoma zaczęły ci wtedy zwracać uwagę, a mnie wypytywać o naszą rzekomą kłótnię. Od pierwszej klasy miały nas za wzór przyjaciółek. Tak, jak wszyscy wokół, włącznie z nauczycielami.
W następnym czasie ta przepaść zaczęła się powiększać. W marcu, jeszcze przed kwarantanną, podjęłaś się chyba próby naprawy naszej relacji. Zaprosiłaś mnie do siebie na weekend, ale wtedy wprowadzono kwarantannę i nie wyszło...
Bywa...
Szczerze to zdziwiłaś mnie tą propozycją. Już dawno nie słyszałam z twoich ust czegoś podobnego...
Spotkałyśmy się w kwietniu, na zakończeniu klas maturalnych, ale tak naprawdę zamieniłyśmy tylko dwa zdania, gdy dawałam ci teczkę od pani Czepiel, bo mnie o to poprosiła.
Ty łaziłaś wszędzie z Andzią, a ja byłam sama, bo Marysia nie dojechała z Ukrainy, ale nie przeszkadzało mi to jakoś strasznie.
Rozeszłyśmy się w milczeniu...
A potem przyszedł czerwiec, a z nim matury, które przełożono z maja. Widziałyśmy się na polskim. Widziałyśmy się na matematyce. Ale porozmawiałyśmy dopiero na angielskim. Była to krótka pogadanka. Ot kilka zdań typu "co słychać?" i "jesteś gotowa?".
Zresztą zaraz przyszła Andzia i to z nią zaczęłaś gadać o jakiejś grze, w której coś ci nie wychodziło, ale nie słuchałam o czym rozmawiacie. Nie interesowało mnie to. Tak naprawdę to stałam obok was tylko ze względu na cień rzucany przez budynek internatu, bo było strasznie gorąco. Po prostu pogrążyłam się we własnych myślach. Tak, jak robiłam to za czasów podstawówki, gdy jeszcze cię nie znałam i byłam klasowym wyrzutkiem, więc się przyzwyczaiłam.
Jutro jest matura z geografii. Ostatni egzamin, który piszemy wspólnie, a ja czuję się dziwnie obojętna na twoją osobę. Nie obchodzi mnie, co będzie gdy już się zobaczymy.
Czy się przywitamy?
Czy porozmawiamy?
A może zignorujemy się nawzajem?
Nie wiem i, szczerze mówiąc, mam to gdzieś...
Aż sama się dziwię, że jestem tak obojętna na osobę, która jeszcze niedawno była mi tak bliska...
W poprzednim wierszu ubolewałam nad nieuchronnym końcem naszej przyjaźni, a teraz myślę, że koniec tej relacji to najlepsze co może nas spotkać.
Myślę, że to odpowiedni czas by się pożegnać. Zostaną nam piękne wspomnienia, które (przynajmniej) ja będę starała się pielęgnować, bo mimo wszystko mam za co być ci wdzięczna...
Na tym etapie chcę ci tylko powiedzieć, że dziękuję.
Naprawdę, Kasiu...
Dziękuję ci z całego serca za wszystko co dla mnie zrobiłaś.
Dziękuję, że mnie nie odtrąciłaś tamtego dnia, w drugiej klasie gimnazjum.
Dziękuję, że przyjęłaś mnie do swojego świata.
Nawet jeśli zrobiłaś to tylko na chwilę, to i tak jestem ci wdzięczna.
Dziękuję za wpuszczenie do mojego świata odrobiny słońca i radości z życia.
Dziękuję i przepraszam za wszystko co zrobiłam źle.
Dziękuję za uśmiech i wspomnienia, których zostało mi mnóstwo...
To już koniec i czas powiedzieć to głośno. Doszłyśmy do etapu, gdzie los rozściela przed nami dwie zupełnie inne ścieżki i trzeba się z tym pogodzić...
Mam nadzieję, że twoja ścieżka będzie dobra i da ci dużo radości. Być może jeszcze kiedyś się spotkamy, ale na razie cię pożegnam.
To ostatni mój wpis o tobie i naszej relacji.
Więcej nie poświęcę temu ani zdania, bo zdałam sobie sprawę, że nie warto przejmować się czymś tak błahym. W końcu na świecie upada dziennie tyle relacji, że nasza jest tylko kroplą w morzu, a przecież nie uratujemy tego co nieuniknione, prawda?
Tak więc... To już koniec. Koniec mojej spowiedzi o siedmiu latach pięknej (przynajmniej w moim odczuciu) relacji dwóch osób. Relacji, która zaczęła się tak naprawdę przez przypadek...
Kinga
18 czerwca 2020

~bez tytułu~

Dzień, w którym skruszyłaś mój mur, był najcudowniejszy...
Dzień, w którym Ty zaczęłaś stawiać podobny mur, był najokropniejszy...
Tylko dlaczego żadna z nas nie potrafi przekreślić prawie siedmiu lat pięknej przyjaźni?
Dlaczego żadna z nas nie ma odwagi głośno powiedzieć, że to koniec?
Nigdy nie byłam o Ciebie zazdrosna, ale też nie myślałam, że odstawisz mnie w kąt.
Nie zauważyłaś? Och...
Nie przejmuj się. Ja też starałam się nie zauważać, że moja obecność jest Ci zbędna.
Wybacz, że musiałaś się ze mną męczyć...
Ja...
Głupio łudziłam się, że Ty mnie nie zranisz... Że nie odejdziesz... Że nie zostawisz...
Ale nie martw się...
Przyzwyczaiłam się już do życia ze złamanym sercem...

Jestem tchórzem. Nie mam odwagi porozmawiać szczerze i od serca z osobą, która kiedyś była mi bliska niczym siostra, a teraz... A teraz ostatkiem sił utrzymuję się przyjaźni z nią, choć tak naprawdę tej przyjaźni już nie ma. To bardziej znajomość, czyste koleżeństwo. Bo jestem za słaba i nigdy tak naprawdę nie dałam poczucia, że można mnie stracić. Jestem głupia i żałosna... Przez moją łagodną naturę ludzie odstawiają mnie, prędzej czy później, w kąt. Ech... Mam nadzieję, że druga osoba, która wciąż jest dla mnie jak siostra nigdy mnie nie zostawi, choć to płonne nadzieje. Wiem, że ze mną się nie da i przepraszam wszystkich, którzy muszą ze mną wytrzymywać. Wybaczcie mi...
Dobra, nieważne. Już skończyłam. Już się nie żalę. Pewnie was tylko zanudzam, ale to (nie) moja wina, że nie potrafię szczerze mówić o tym co  mnie boli, bo się boję, że w ten sposób mogę stracić kogoś ważnego.
Do następnego!

Koniec przyjaźni?

Przyjaźń to piękne słowo...
Prawdziwa przyjaźń jest szczera...
Prawdziwa przyjaźń jest bezinteresowna...
Prawdziwa przyjaźń jest mocna i na zawsze...
Prawdziwa przyjaźń...
Dla mnie to taka, która nie potrzebuje gestów ni słów.
Taka, dzięki której człowiek czuje się choć przez chwilę ważny i potrzebny.
Więc dlaczego ja czuję się samotna i nikomu nie potrzebna?
Dlaczego przebywając z tobą mam wrażenie, że zastanawiasz się jak powiedzieć mi bym sobie poszła?
Czy to zazdrość? Paranoja?
Nie! Przecież jest jak zawsze...
Uśmiechasz się i wygłupiasz, a ja razem z tobą?
Więc powiedz mi skąd w moim sercu ten ból?
Dlaczego czuję chłód?
Lęk...
Odczuwam paniczny lęk...
To wraca...
Wszystko wraca...
Czuję się samotna...
Znowu zostałam sama...
Boję się samotności, a ty o tym wiesz.
Powiedziałam ci to, gdy wyciągnęłaś do mnie wtedy dłoń, a ja ujęłam ją dość nieufnie.
Ta dłoń... Była taka ciepła... Pamiętam to... Rozproszyła panujący w mym sercu chłód.
Błagam, pomóż mi!
Ten ostatni raz wyciągnij do mnie swą ciepłą dłoń.
Ten ostatni raz uśmiechnij się tym uśmiechem, który wtedy rozświetlił otaczający mnie mrok.
Ten ostatni raz po prostu na mnie spójrz.
Spójrz i zobacz tę samą dziewczynę, którą dostrzegłaś wtedy.
Tę samą dziewczynę, która była zbyt nieśmiała by poprosić o pomoc i w ciszy znosiła odrzucenie społeczeństwa.
Teraz jest inaczej?
Nie! To nieprawda!
To tylko maska, którą założyłam byś się nie martwiła...
Przez chwilę łudziłam się, że zerwiesz tę maskę i mi pomożesz, ale ty odeszłaś...
Odeszłaś bez słowa i zdeptałaś naszą przyjaźń.
Naprawdę tylko tyle to dla ciebie znaczyło?
Minął rok, dwa, pięć...
Przez ten czas ani razu nie odezwałaś do mnie się.
Posklejałam na nowo serce swe...
I znowu na świat zaczęłam otwierać się...
Pewnego dnia spotkałam cię
I zapytałam: "Znamy się?"
Tak, jak kiedyś ty
Tak teraz i ja...
Odrzucam wspomnienia, depczę starej przyjaźni kwiat...
Mówię, że to koniec.
Przyjaźń?
To my kiedyś przyjaźniłyśmy się?
***
Bez sensu!
Nudne, mdłe i denne!
Naszła mnie chwilowa wena, ale chyba niepotrzebnie chwyciłam za telefon...
Nie ważne...

piątek, 3 sierpnia 2018

Koniec?

Nie można mieć zawsze wszystkiego...
Coś musi się skończyć, żeby coś innego się zaczęło...
Zmiany trudno nam akceptować
I ciężko nam tę akceptację wypracować.
Pożegnania zroszone łzami,
Powitania wypełnione nieśmiałymi uśmieszkami.
Ale zmiany są w życiu potrzebne.
Bez zmian nudne byłoby życie powszechne.
Pożegnać Cię
To dla mnie ciężki grzech.
Boli to, ale ja wiem,
Że zachowamy w pamięci chwile dobre, a nie złe.
Każdy uśmiech.
Każdy dzień.
Po latach będzie się to wydawało tylko snem.
Dziś żegnam Cię,
Ale mam nadzieję, że kiedyś jeszcze spotkamy się.
Życzę Ci wszystkiego dobrego.
Byś nigdy nie żałowała wyboru swego.
Pamiętaj, że ja... ja... nie zapomnę Cię...
Czy Ty też będziesz pamiętać mnie?

Smutek, smutek... NUDZI MI SIĘ, LUDZIE! PLEASE, ZRÓBCIE COŚ! Dobra, nieważne... Nie wiem co mnie napadło, że wiersz taki melancholijny. Mam nadzieję, że się spodoba...

Przyjaźń

Spaceruje pewna dziewczyna po parku i myśli... 
"Przyjaciele są ze sobą szczęśliwi"
Potem spojrzała na wygrzewające się w słońcu przyjaciółki.
"Chodź do nas" zawołały. 
"Jestem szczęściarą" usłyszały. 
"Jak to?" zdziwiła się jedna. 
"Mam was, a to uciecha największa"
Usiadła obok i wpatrzyła się w wodę. 
"Życie" myśli. "Tak wiele pięknych rzeczy nam daje"
Przyjaciółki są dla niej skarbem największym. 
Ich uśmiech to dla niej promyk słońca. 
Ich smutek to dla niej ogromne cierpienie, 
A zdanie ich ma dla niej dość duże znaczenie. 
Cieszy i smuci się z nimi. 
Zawsze ma czas, żeby spotkać się z nimi. 
Mogą godzinami gadać o wszystkim i o niczym. 
Ufa bezgranicznie przyjaciółkom choć często słyszy, że to błąd. 
Ale ona swoje wie
I nigdy nastawienie jej nie zmieni się... 
Czasem zastanawia się 
Jakby wyglądało jej życie? 
Co by było, 
Gdyby przyjaciółek nie było? 
Świat smutny byłby, 
Bo bez przyjaciół ciężko jest żyć. 
Przyjaciele potrzebni są. 
W chwili zwątpienia zawsze cię wesprą...
Lecz nie myl nigdy fałszywki i prawdziwej przyjaźni. 
Nie znajdziesz nigdy przyjaciela, 
Jeśli nie zrozumiesz czym jest przyjaźń to znajdziesz tylko zwykłego debila. 
Zwykłego debila, który cię wykorzysta i porzuci, 
A w kłopotach zwyczajnie na CB uwagi nie zwróci.
Więc zapamiętajcie, że prawdziwi przyjaciele to skarb największy...

SKNOCIŁAM!!! Jestem tego świadoma. Nie bijcie. Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze. Chlip...

Cytat o przyjaźni (2)

"Przyjaciele. Nie musi być ich dużo. Bo przyjaciele to nawet mała grupka osób, z którymi się dobrze czujesz i, którzy zawsze cię rozumieją..."
Ten cytat jest mój. Wymyśliłam go podczas spaceru z przyjaciółkami i myślę, że on doskonale oddaje moją relację z nimi.

Cytat o przyjaźni (1)

"Prawdziwa przyjaźń nie jest wtedy, kiedy spędzasz z kimś dużo czasu. Prawdziwa przyjaźń jest wtedy, kiedy spędzasz z tą osobą najlepszy czas."
Czy jakoś tak XD
Znalazłam ten cytat kiedyś na fejsie i chodzi mi to po głowie. 
Ogólnie to coś mnie wzięło na pisanie cytatów. Zaraz dodam jeszcze jeden.