Znalazłam dziś stare zdjęcie...
Właściwie to 2 zdjęcia...
Oba są z czasów gimnazjum...
Jedno jest klasowe, a na drugim jesteśmy my i nasza koleżanka z klasy...
Właśnie to drugie zdjęcie sprawiło, że zaczęłam wspominać...
Pamiętasz to jeszcze?
Druga klasa. Zmiana miejsc, pierwsze, poważne rozmowy, pierwsze...
Właściwie to pierwsze wszystko...
Nawet te głupie lekcje rysunku, których udzielałaś mi ukradkiem na lekcjach, gdy nauczycielka nie patrzyła...
Pamiętam jak się cieszyłam za każdym razem, gdy mi wychodziło i jak cierpliwie mi tłumaczyłaś jak powinno być poprawnie, gdy nie wychodziło...
Dziś nadal rysuję krzywo, ale chyba po prostu taki mam styl i tego nie zmienię choć próbowałam...
Pamiętam jak zapraszałaś mnie do siebie i jakie byłyśmy obie zawiedzione, gdy moja mama się nie zgadzała...
Pamiętam nawet pierwszą mangę, którą mi pożyczyłaś... "Kuroshitsuji"... Od tego tytułu zaczęło się moje zamiłowanie do mang i anime... Miałaś tylko 4 pierwsze tomy, więc ja kupowałam kolejne od piątego wzwyż i ci pożyczałam, pamiętasz?
Pamiętam też trzecią klasę...
Pamiętam kółko plastyczne, na którym tak naprawdę nauczycielka plastyki się nami wysługiwała, gdy trzeba było wywieszać na korytarzach prace plastyczne lub wybierać odpowiednie kartki świąteczne i przyklejać życzenia, żeby mogły zostać wysłane do różnych instytucji...
Pamiętam, że na w-fie tańczyłyśmy zumbę, a ja wolałam w tym czasie pójść na siłownię, bo nie umiem tańczyć...
Pewnego dnia zagroziłaś, że jak nie spróbuję to nie pożyczysz mi SAO, pamiętasz?
Potem tańczyłam choć mi nie wychodziło, ale tobie fakt, że próbuję sprawiał radość, a ja lubiłam patrzeć na twój uśmiech.
Pamiętam nasze "plany na przyszłość". Obie wybierałyśmy się do technikum. Ty chciałaś na architekturę krajobrazu, a ja od początku obstawiałam gastronomię.
Śmiałyśmy się, że ja otworzę restaurację, a ty zaprojektujesz mi teren wokół lokalu, pamiętasz?
Trochę się bałam, że nasza przyjaźń się przez to rozleci, ale chciałam, żebyś spełniała marzenia.
Potem się okazało, że twojego kierunku nie otworzyli i obie wylądowałyśmy na gastronomie.
Pamiętasz Domcię? Podeszła do nas (a właściwie do mnie) przed rozpoczęciem roku. Chciała się przywitać, bo wyczaiła mnie na fejsie, a ty zaczęłaś zachwycać się jej niskim wzrostem.
A Marysię? Była z Ukrainy przez co trzymała się z boku, ale zaproponowałam jej miejsce obok siebie w klasie, bo ty usiadłaś z Domcią.
I tak zyskałyśmy dwie, nowe przyjaciółki...
Mimo, że ty bardziej dogadywałaś się z Domcią to i tak nasza czwórka tworzyła zgraną paczkę.
A Kacper? Na wigilii klasowej okazało się, że jest moim kuzynem i tak dołączył do naszej grupki...
Cztery dziewczyny i chłopak...
Z perspektywy osób trzecich musiało to wyglądać dziwnie i co najmniej śmiesznie, ale nie przejmowaliśmy się tym. Dobrze się ze sobą czuliśmy i tylko to się liczyło...
Wydawało się, że nic nie zaszkodzi naszej przyjaźni... Nawet ta głupia kłótnia o plan lekcji, przez który przestałaś się do mnie i Domci odzywać, ale szybko sobie wszystko wyjaśniłyśmy...
A potem przyszedł czerwiec...
Przyszedł czerwiec, a wraz z nim koniec roku szkolnego...
To właśnie w czerwcu Domcia i Kacper powiedzieli, że przenoszą się do innych szkół...
To był dla naszej trójki cios. Bez tej dwójki nasza grupka przestała być kompletna...
Wiesz... Tak sobie myślę, że tamten czerwcowy dzień był tym przełomowym, który zaważył na dalszych losach naszej przyjaźni.
Minęły wakacje i nastał wrzesień. Druga klasa...
Na początku było jeszcze ok. Często wspominałyśmy Kacpra i Domcię. Tęskniłyśmy, ale to normalne... W końcu się przyjaźniliśmy.
Nasza klasa zaczęła sobie olewać szkołę, przez co groziło nam rozwiązanie klasy lub dołączenie do innej grupy o małej liczebności.
Już w połowie semestru stało się jasne, że dołączą nas do klasy informatycznej.
Wtedy zaczęło się już trochę psuć...
Spędzałaś coraz więcej czasu z Andzią z informatyka, ale ja i Marysia machałyśmy na to ręką. Nie mogłyśmy cię zmusić, żebyś spędzała z nami cały swój czas, prawda? Nie chciałyśmy być zaborcze. W końcu to twoje życie i twoje wybory...
Chociaż byłyśmy tobą zawiedzione, gdy Domcia zaprosiła naszą trójkę do kina, a ty się wymigałaś budową domu. Potem wyszło, że tak naprawdę mogłaś jechać tylko ci się nie chciało.
W międzyczasie był klub. Najpierw mangowy potem filmowy... Poznałaś tam Darię i jeszcze bardziej odsunęłaś mnie i Agatę, z którą również obie się przyjaźniłyśmy.
Maj i miesięczne praktyki, które obie odrabiałyśmy w Kruku. Pamiętasz jak obie się śmiałyśmy, że w czerwcu będą dzwonić do naszej szkoły, żeby przysłali nas dwie na zmywak i obierak?
Podczas tych praktyk powiedziałaś, że nie umiesz utrzymywać przy sobie przyjaciół. Tak, to prawda... Wiesz dlaczego? Bo nie potrafisz o tę przyjaźń walczyć, ale to nic złego... Ja chyba też nie potrafię...
Trzecia klasa technikum...
Dołączono nas do klasy informatycznej. Zaczęłaś bardziej trzymać się z Andzią, a ja z Marysią.
Miałyśmy ze sobą coraz mniej wspólnego. Starałyśmy się, bo nie mogę powiedzieć, że nie. Obie starałyśmy się ze wszystkich swoich sił, ale im bardziej się starałyśmy tym bardziej nam nie wychodziło, aż w końcu zaczęłaś odpuszczać.
Pamiętasz chorobę Agaty? Miała nowotwór. Tak naprawdę tylko ja ją w tamtym czasie odwiedzałam. Ty nie, bo "najpierw byłaś chora, a później nie było okazji".
Jasne... Dla chcącego nic trudnego...
W tamtym czasie zaczęłam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nasza relacja nie ma sensu. Zwłaszcza po twoich urodzinach... Obie mamy urodziny w kwietniu. Dzieli nas tylko 13 dni.
W tamtym czasie na praktykach każdy miał zrobić wiosenne ciasto. Agata dochodziła wtedy do siebie po chemioterapii. Wygrała walkę o życie za co do dziś jestem wdzięczna niebiosom. Można było ją odwiedzić, pod warunkiem, że było się absolutnie zdrowym, bo nie miała jeszcze odporności i zwykły kaszel mógł być dla niej zabójczy. Pamiętasz? To ty zaproponowałaś, żebyśmy poszły do niej ze swoimi ciastami w ramach naszych urodzin. Nawet sama ją o tym poinformowałaś, co bardzo ją ucieszyło. Ale gdy przyszło co do czego, to poszłam do Agaty sama, bo ty dzień wcześniej umówiłaś się z Darią... Było mi za ciebie głupio. Zwłaszcza, gdy widziałam smutek w oczach Agaty. Ona naprawdę cieszyła się na myśl, że ją odwiedzisz...
Ale tak naprawdę, tym co przesądziło o tym, że odpuściłam to przyjęcie z okazji twoich urodzin. Skłamałaś, że twoja mama nie może po nikogo przyjechać, a potem się okazało, że Darię i Gabrysię jednak zabrała... To zabolało, wiesz? Pamiętam, że gdy Gabrysia mi o tym powiedziała to miałam ochotę się rozryczeć.
Potem zapytałam cię o to ile znaczy dla ciebie nasza przyjaźń. Do dziś mi nie odpowiedziałaś...
Ale po co ci byłam potrzebna, skoro dostałaś ode mnie prezent, prawda?
Kupiłam ci płytę zespołu BTS. "Love Yourself Tear" wersja Y, bo o to właśnie prosiłaś... Potem powiedziałaś, że na moje urodziny kupisz mi "Love Yourself Her" wersja S...
Na obietnicach się skończyło... Zaczęłaś mnie zwodzić i to przez telefon, bo nie było cię w szkole w dniach, kiedy ja w niej byłam... Miałam wrażenie, że mnie unikasz, ale zaprzeczałaś temu. Nawet w dniu moich urodzin nie było cię w szkole, a obiecałaś, że będziesz. Mówiłaś, że muszę być, bo nauczyłaś się śpiewać "100 lat" po koreańsku i chciałaś mi zaśpiewać, a sama nie przyszłaś. Gdybym nie napisała z zapytaniem, czemu cię nie ma to nawet życzeń byś mi nie złożyła.
I tak z każdym dniem, tygodniem i miesiącem między nami tworzyła się coraz większa przepaść... Tobie jednak ona nie przeszkadzała, a ja miałam szczerze dość jednostronnych starań...
W czwartej klasie załapałyśmy się na praktyki do Grecji. Pedagog chciała dać mnie do jednego pokoju z tobą i Andzią, ale ona zaraz zaciągnęła cię, żeby to zmienić. Było mi przykro, że nawet się jej nie sprzeciwiłaś, ale przełknęłam tę gorzką pigułkę rozczarowania.
Już wtedy byłam w jakimś stopniu obojętna na twoją osobę. Dziewczyny z gastronoma zaczęły ci wtedy zwracać uwagę, a mnie wypytywać o naszą rzekomą kłótnię. Od pierwszej klasy miały nas za wzór przyjaciółek. Tak, jak wszyscy wokół, włącznie z nauczycielami.
W następnym czasie ta przepaść zaczęła się powiększać. W marcu, jeszcze przed kwarantanną, podjęłaś się chyba próby naprawy naszej relacji. Zaprosiłaś mnie do siebie na weekend, ale wtedy wprowadzono kwarantannę i nie wyszło...
Bywa...
Szczerze to zdziwiłaś mnie tą propozycją. Już dawno nie słyszałam z twoich ust czegoś podobnego...
Spotkałyśmy się w kwietniu, na zakończeniu klas maturalnych, ale tak naprawdę zamieniłyśmy tylko dwa zdania, gdy dawałam ci teczkę od pani Czepiel, bo mnie o to poprosiła.
Ty łaziłaś wszędzie z Andzią, a ja byłam sama, bo Marysia nie dojechała z Ukrainy, ale nie przeszkadzało mi to jakoś strasznie.
Rozeszłyśmy się w milczeniu...
A potem przyszedł czerwiec, a z nim matury, które przełożono z maja. Widziałyśmy się na polskim. Widziałyśmy się na matematyce. Ale porozmawiałyśmy dopiero na angielskim. Była to krótka pogadanka. Ot kilka zdań typu "co słychać?" i "jesteś gotowa?".
Zresztą zaraz przyszła Andzia i to z nią zaczęłaś gadać o jakiejś grze, w której coś ci nie wychodziło, ale nie słuchałam o czym rozmawiacie. Nie interesowało mnie to. Tak naprawdę to stałam obok was tylko ze względu na cień rzucany przez budynek internatu, bo było strasznie gorąco. Po prostu pogrążyłam się we własnych myślach. Tak, jak robiłam to za czasów podstawówki, gdy jeszcze cię nie znałam i byłam klasowym wyrzutkiem, więc się przyzwyczaiłam.
Jutro jest matura z geografii. Ostatni egzamin, który piszemy wspólnie, a ja czuję się dziwnie obojętna na twoją osobę. Nie obchodzi mnie, co będzie gdy już się zobaczymy.
Czy się przywitamy?
Czy porozmawiamy?
A może zignorujemy się nawzajem?
Nie wiem i, szczerze mówiąc, mam to gdzieś...
Aż sama się dziwię, że jestem tak obojętna na osobę, która jeszcze niedawno była mi tak bliska...
W poprzednim wierszu ubolewałam nad nieuchronnym końcem naszej przyjaźni, a teraz myślę, że koniec tej relacji to najlepsze co może nas spotkać.
Myślę, że to odpowiedni czas by się pożegnać. Zostaną nam piękne wspomnienia, które (przynajmniej) ja będę starała się pielęgnować, bo mimo wszystko mam za co być ci wdzięczna...
Na tym etapie chcę ci tylko powiedzieć, że dziękuję.
Naprawdę, Kasiu...
Dziękuję ci z całego serca za wszystko co dla mnie zrobiłaś.
Dziękuję, że mnie nie odtrąciłaś tamtego dnia, w drugiej klasie gimnazjum.
Dziękuję, że przyjęłaś mnie do swojego świata.
Nawet jeśli zrobiłaś to tylko na chwilę, to i tak jestem ci wdzięczna.
Dziękuję za wpuszczenie do mojego świata odrobiny słońca i radości z życia.
Dziękuję i przepraszam za wszystko co zrobiłam źle.
Dziękuję za uśmiech i wspomnienia, których zostało mi mnóstwo...
To już koniec i czas powiedzieć to głośno. Doszłyśmy do etapu, gdzie los rozściela przed nami dwie zupełnie inne ścieżki i trzeba się z tym pogodzić...
Mam nadzieję, że twoja ścieżka będzie dobra i da ci dużo radości. Być może jeszcze kiedyś się spotkamy, ale na razie cię pożegnam.
To ostatni mój wpis o tobie i naszej relacji.
Więcej nie poświęcę temu ani zdania, bo zdałam sobie sprawę, że nie warto przejmować się czymś tak błahym. W końcu na świecie upada dziennie tyle relacji, że nasza jest tylko kroplą w morzu, a przecież nie uratujemy tego co nieuniknione, prawda?
Tak więc... To już koniec. Koniec mojej spowiedzi o siedmiu latach pięknej (przynajmniej w moim odczuciu) relacji dwóch osób. Relacji, która zaczęła się tak naprawdę przez przypadek...
Kinga
18 czerwca 2020