Dzień, w którym skruszyłaś mój mur, był najcudowniejszy...
Dzień, w którym Ty zaczęłaś stawiać podobny mur, był najokropniejszy...
Tylko dlaczego żadna z nas nie potrafi przekreślić prawie siedmiu lat pięknej przyjaźni?
Dlaczego żadna z nas nie ma odwagi głośno powiedzieć, że to koniec?
Nigdy nie byłam o Ciebie zazdrosna, ale też nie myślałam, że odstawisz mnie w kąt.
Nie zauważyłaś? Och...
Nie przejmuj się. Ja też starałam się nie zauważać, że moja obecność jest Ci zbędna.
Wybacz, że musiałaś się ze mną męczyć...
Ja...
Głupio łudziłam się, że Ty mnie nie zranisz... Że nie odejdziesz... Że nie zostawisz...
Ale nie martw się...
Przyzwyczaiłam się już do życia ze złamanym sercem...
Jestem tchórzem. Nie mam odwagi porozmawiać szczerze i od serca z osobą, która kiedyś była mi bliska niczym siostra, a teraz... A teraz ostatkiem sił utrzymuję się przyjaźni z nią, choć tak naprawdę tej przyjaźni już nie ma. To bardziej znajomość, czyste koleżeństwo. Bo jestem za słaba i nigdy tak naprawdę nie dałam poczucia, że można mnie stracić. Jestem głupia i żałosna... Przez moją łagodną naturę ludzie odstawiają mnie, prędzej czy później, w kąt. Ech... Mam nadzieję, że druga osoba, która wciąż jest dla mnie jak siostra nigdy mnie nie zostawi, choć to płonne nadzieje. Wiem, że ze mną się nie da i przepraszam wszystkich, którzy muszą ze mną wytrzymywać. Wybaczcie mi...
Dobra, nieważne. Już skończyłam. Już się nie żalę. Pewnie was tylko zanudzam, ale to (nie) moja wina, że nie potrafię szczerze mówić o tym co mnie boli, bo się boję, że w ten sposób mogę stracić kogoś ważnego.
Do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz